Menu

Bądź sobą!

Coś o mnie, coś o szczęściu, codzienności

Czemu bliscy ludzie stają się sobie obcy... czyli kompletnie nie rozumiem, gdzie w tym była miłość

olaksnddh

Hej! Co tam u mnie?

Znowu w sumie bez większych i ostrych zmian. Czytam książkę "Wymarzony czas", zaczęłam dużo więcej ćwiczyć, więcej pisać i.... zamierzam zrobić więcej wpisów w tym tygodniu na bloga. Oglądałam bardzo ciekawy film "Najdłuższa podróż" i można z niego wyłonić piękne prawdy... piękne prawdy o nas samych.

Jestem w związku i muszę przyznać, że moja idea, co do miłości jest podobna, nawet bardzo.

Zawsze uważałam i będę uważać, że relacje międzyludzkie wymagają poświęceń, wyzbywania się często tego ego. Związek wymaga kompletnej akceptacji bo drugi człowiek nie jest marionetką, nie musi być przecież taki sam jak my i może upadać.  Nawet te cholerne chwile, gdy nasze serce płacze... można w imię Kogoś znieść. Uważam, że w życiu nie da się uniknąć tej grozy, smutku, rozpaczy w sferze osobistej... i to od nas zależy czy będziemy walczyć czy też odejdziemy... ze złudną nadzieją na to, że trafimy na osobę zupełnie idealną

istockphoto9043999401024x1024n

024337b4b74b3a00e71fcddaeb9da144_z_tekstemv

Wybaczanie komuś w tych czasach nie jest uważane za mądre, a tym bardziej za potrzebne. W moim związku moje zachowania wymagały wybaczania, jak i zachowania partnera i nauczyłam się cennej rzeczy - nim zacznę oceniać patrzę na samą siebie... i staję się o dziwo jakaś bardziej tolerancyjna ; )

Napiszę szczerze, że nie odnajdywałam się w życiu jako singielka. Lubię dzielić się uczuciami, być blisko kogoś, budzić się razem... razem się wspierać w świecie, gdzie wszyscy krzyczą o hajsie, pozycji i innych pierdołach, które nie dają tak naprawdę szczęścia (jeśli coś nie daje prawdziwego szczęścia nazywam to pierdołą).

Zawsze marzyłam o tym, aby mieć faceta. Los (a może też moje chęci i faktyczne starania o to) doprowadził do tego, że w końcu poznałam... wszystko potoczyło się dość szybko. Bywały wzloty i upadki... ale teraz mogę z uśmiechem na twarzy powiedzieć, że jestem szczęśliwa, że są non stop te wzloty... choć jestem przygotowana na to, że problemy mogą przyjść w każdej chwili.

Czego zawsze nie rozumiem i uważam jednak za pseudo miłość - gdy ludzie skaczą sobie do gardeł,  jeśli jednak zdecydowali się odejść. Gdy niby najważniejsza osoba na świecie staje się dla nas wrogiem, którego najchętniej byśmy zabili, życzymy tej osobie samego nieszczęścia.... bo nasze zapyziałe ego? Uważam, że jeśli się kogoś kocha to cholera na wieczność, bez względu na wszystko... nawet jeśli ta osoba odejdzie - gdzie przyjaźń i uczucia? Nagle znikają? Bo odtrącenie? A może zakochanie w samym sobie...

Fajny motyw z filmu... Kobieta i facet pobrali się, ale on nie mógł mieć z nią dzieci, ponieważ był bezpłodny. Ona w końcu zdecydowała, że odchodzi bo tak bardzo chciała być matką. Co mnie pozytywnie zaskoczyło? Mąż jej nie wyzywał, nie obrażał, nie zatrzymywał, nie chciał się mścić.Powiedział tylko, że zależy mu na jej szczęściu.... piękna otwarta postawa serca, możemy się wszyscy tego uczyć.

(Potem żona ostatecznie do niego wróciła i razem się zestarzeli - I like it).

 

© Bądź sobą!
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci